Must have po trzydziestce
Całe życie się odchudzamy. Raz sałatki, raz post, kolejnym razem jogurt, bo „zdrowy”. A potem mija trzydziestka, waga stoi, ręce zimne, brzuch lodowaty, a my się zastanawiamy, co znowu robię źle? Otóż powiem Ci, że nic. Po prostu czas rozpalić w sobie trochę ognia. Tekst o tym czemu nie chudniesz od sałatek, o cieple, zupach i kobiecym yang.
DIETAMEDYCYNA WSCHODNIA
Maria
11/7/20254 min read


O cieple, zupach, kobiecym yang i o tym, dlaczego sałata w listopadzie nie jest najlepszy pomysł.
Wiesz, mam wrażenie, że większość z nas odchudza się od dwudzistu lat. Jak nie liczymy kalorii, to próbujemy postów, diet pudełkowych, sałatek, smoothie i oczywiście tych wszystkich cudów z jogurtem naturalnym, bo „przecież zdrowy”. Tylko że potem mija trzydziestka, zaczyna się jesień – dosłownie i w przenośni – i nagle okazuje się, że my nie mamy ani ciepła, ani energii, ani cierpliwości do tego wiecznego chrupania sałaty.
A waga? Stoi. Albo, co gorsza, idzie w górę mimo że żyjemy już praktycznie samym powietrzem.
Zimno na talerzu i zimno w ciele
Z punktu widzenia medycyny chińskiej to wcale nie jest dziwne. Wszystko, czym przez lata próbowałyśmy się „oczyszczać”, wychładzało nasz organizm. Surowe warzywa, owoce prosto z lodówki, nabiał, jogurty, chłodne smoothie – one wszystkie mają naturę yin, czyli chłodną. A my po trzydziestce potrzebujemy właśnie yang – ciepła, ruchu, ognia, tej życiowej iskry, która trzyma nas przy życiu, przy pracy i przy zdrowych zmysłach.
Mam koleżankę, która w wieku lat około 50 nadal bardzo chciała schudnąć. Jadła głównie sałatki, bo nie lubiła gotować. Czasem plasterek sera, trochę rukoli, może pomidor. I wiesz co? Waga ani drgnęła. Dopiero kiedy zaczęła jeść zupy, gotowane warzywa, ryż i coś ciepłego rano – nagle ciało ruszyło. Bo miało w końcu siłę, żeby cokolwiek przetworzyć!
Bo zobacz: jak chcesz ugotować obiad, a pod garnkiem nie ma ognia – to nawet najlepszy przepis nic nie da. I dokładnie tak samo działa nasze ciało. Bez yang nie ma „ognia trawiennego”. I wtedy możesz jeść nawet samo światło z lodówki, a ono się nie przekształci w energię, tylko w zmęczenie i zimne stopy.
Nie trzeba znać całej filozofii chińskiej, żeby to zrozumieć.
Yin to wszystko, co chłodne, wilgotne, spowalniające.
Yang to ciepło, ruch, życie, przemiana.
A Qi to po prostu energia, która tym wszystkim krąży.
Kiedy jesteśmy młode, to tego Qi i Yang mamy dużo. Śpimy po trzy godziny, rano kawa i lecimy dalej. Ale po czterdziestce ciało zaczyna się domagać innego traktowania. Nie da się już ciągnąć na zimnej sałatce i litrze kefiru. Potrzebujemy ciepła, dosłownie i w przenośni.
Nie masz czasu gotować? To żaden problem
Ja też nie mam. Pracuję zawodowo, mam dziecko (co prawda dorosłe, ale na szczęście nadaj jestem potrzebna do tego aby wysłuchać tego co aktualnie działo się na wykładach), sama studiuję na dwóch kierunkach – a mimo to codziennie mam coś ciepłego na obiad.
Jak? Bardzo prosto: stałam się "słoikiem" i jest mi z tym cudownie.
Raz na weekend albo co drugi – gotuję większe ilości zup, sosów, gołąbki któe uwielbiam Wkładam w słoiki, gotuję jeszcze około 40 minut w szybkowarze, żeby się „zatandelizowały” (czy jak to się tam fachowo nazywa) i trzymam w lodowce.
Nie przechowuję ich miesiącami – bo wiadomo, świeże jest najlepsze – ale dzięki temu codziennie mam ciepłe jedzenie, codziennie mam wybór.
I powiem Ci, że to jeden z najlepszych prezentów, jakie dałam sobie po czterdziestce: ciepły obiad bez stresu.
Objawy, że brakuje Ci yang
Czasem słyszę od kobiet: „Ja to jestem zmarzluch, taka już moja uroda”. Sama o sobie też zawsze mówiłam że jestem chowana pod pierzyną bo tak mi zawsze zimno... Ale nie, to nie uroda, to niedobór yang.
Jeśli masz:
zimne dłonie i stopy,
chłód w brzuchu i w lędźwiach,
niskie ciśnienie,
problemy z wagą mimo małego jedzenia,
brak siły, senność, spowolnione trawienie,
skłonność do niedoczynności tarczycy,
nie lubisz zimna jako takiego
to Twoje ciało mówi bardzo jasno: potrzebuję ognia!
I ten ogień możesz mu dać – nie tabletką, tylko miską zupy, kubkiem ciepłej wody z imbirem, kaszą jaglaną i spokojem w głowie.
Zupy mocy – mój sekret ciepła
Najlepszy sposób na odbudowanie yang? Zupy.
Takie długo gotowane, treściwe, z korzeniami, przyprawami, mięsem albo samymi warzywami – jak kto woli.
Nie bez przyczyny mówi się na nie zupy mocy, bo naprawdę potrafią postawić człowieka na nogi.
W mojej kuchni obowiązkowo:
rosół długo gotowany (minimum 4 godziny i to najlepiej w szybkowarze, aż cała moc z mięsa i kostek będzie w rosole),
imbir, czosnek, kurkuma, cynamon, goździk, jagody goji,
marchew, pietruszka, seler – wszystko co ziemiste i słodkawe, bo to wzmacnia środkowy ogień.
I nie, nie trzeba mieć czasu – wystarczy wstawić garnek rano, a potem niech sobie bulgocze w tle życia.
Śniadanie, które dodaje mocy
Zamiast zimnego jogurtu z granolą – ciepła owsianka.
Może być na wodzie, na mleku roślinnym, z dodatkiem:
imbiru,
cynamonu,
daktyli,
orzechów,
jagód goji,
odrobiny miodu.
Albo kasza jaglana z duszonym jabłkiem i gruszką – proste, szybkie i takie, że człowiek od razu czuje życie w brzuszku.
Poranny test ciepła
Rano wypij szklankę ciepłej wody. Nie z cytryną (bo kwaśne wychładza), tylko czystą, może z odrobiną imbiru.
Zwróć uwagę, co się dzieje.
Jak czujesz przyjemne ciepło w brzuchu, lekkie rozluźnienie i spokój – to znaczy, że Twoje ciało mówi „dziękuję”.
A co z morsowaniem?
To hit ostatnich lat. I o ile są ludzie, którym naprawdę to służy, to wiele kobiet po czterdziestce po prostu się po tym wykańcza.
Jeśli masz objawy niedoboru yang – morsowanie może tylko pogłębić chłód. Bo ciało, próbując się potem rozgrzać, zużywa resztki energii.
To tak jakbyś miała słaby akumulator i jeszcze odpalała auto w śnieżycy.
Zamiast tego: sauna, gorąca kąpiel z solą, ciepła herbata, koc i serial – też działa, i to bez heroizmu. Ale pamietak że wszystko z umiarem.
Twoje must have po trzydziestce
Ciepłe, gotowane posiłki (zupy, kasze, gulasze).
Mniej sałatek, więcej zup.
Mniej surowego, więcej duszonego.
Ciepła woda zamiast zimnych soków.
Trochę ruchu, ale też odpoczynek i sen.
I przede wszystkim: więcej ciepła dla siebie samej.
Bo wiesz, po trzydziestce to już nie chodzi o to, żeby się katować dietą, tylko żeby siebie nawilżać, odżywiać, ogrzewać i wzmacniać.
A jak coś czasem zrobisz nie tak – trudno. Ja też czasem zjem coś głupiego, albo zapomnę o słoikach.
Ale nauczyłam się, że moje ciało nie chce ideału. Ono chce ciepła.
